Hurragun "Hurrap" – Recenzja.

Kiedy ja powiem "HURRA", wy mówicie "GUN"! Totalnie odjechana petarda pt. "HurRap" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich słuchaczy polskiego hip-hopu. Nie ma zmiłuj, trzeba kupować, ściągać i słuchać, bo takiej płyty na polskim rynku nie było od co najmniej 15 lat!
Hurragun składa się z trzech raperów (Sensi, Tytson i Wojtas), beatmakera (Mżawski) i DJ-a (Lemon). Można by rzec klasyczna oldschoolowa ekipa. Nie ma tu 50 producentów, 40 skreczerów i tysiąca gości, jak to zazwyczaj bywa przy rodzimych produkcjach. Dzięki temu płyta jest bardzo spójna i osadzona w jednej konwencji, co rzadko zdarza się w dzisiejszych czasach.
Co charakteryzuje huraganowców? Na pewno niepowtarzalny styl a'la wczesne Beastie Boys czy Cypress Hill z „Black Sunday”, a z polskiego podwórka pierwsze nagrywki Wzgórza Ya-Pa 3. Nie bez powodu wspomniałem o tym ostatnim składzie, bo szeregi H. zasila właśnie jeden z ocjów-założycieli kieleckiej legendy. Wojtas nadaje zespołowi pewnej renomy, no i, co tu ukrywać - fame'u. Gdyby nie on, z pewnością nawet ja - otwarty na nowe zespoły i doznania muzyczne słuchacz - nie zainteresowałbym się Hurragunem. A popełniłbym wtedy ogromny błąd, bo grupa ta to prawdziwy ewenement w skali kraju!
Wróćmy jednak do muzyki. "HurRap" to zbiór brudnych, ciętych sampli, skocznych bębnów i niskich, bujających basów. Jak za starych, dobrych czasów. Wszystko to okraszone trzaskami rodem z zakurzonych winyli naszych rodziców i dziadków. Do tego zajebiste skrecze, równie stylowe jak same podkłady. Czy ktoś oprócz Lemona jeszcze takie robi?
Producent Mżawski to gość, którego chyba zamrożono (obok Walta Disneya?) na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w jakiejś kopule i teraz dopiero odmrozili. Dali mu nowiutkie MPC i w kilka miesięcy facet wysmażył serię bitów, które posłużyły jako podwaliny zespołu. Wszystkie zajebiste. Bez dwóch zdań.
Jakiś czas później Wojtas, Sensi i Tytson weszli do studia, wypalając wcześniej bodajże kilogram magicznego ziela, i nagrali swoje wokale. Nie było to łatwe, bo takie bity to poprzeczka postawiona wysoko i nie każdy MC by im sprostał. Jaki efekt? Mega energiczne wersy, bujające, koncertowe refreny i to, czego bałem się, że zabraknie - niebanalny przekaz. Bo jeżeli ktoś już "odkurza" taki stary klimat i bawi się fajną formą, to można by mu darować tzw. rymy o rymach. A tu się okazuje, że rymów o rymach jest mało, za to mamy kilka ciekawych historii, trochę moralizatorstwa i osobistych tekstów. Miłe zaskoczenie zwłaszcza, że flow raperów też nie pozostawia wiele do życzenia.
Moi zdecydowani faworyci to: singlowe "Z miasta do miasta", "Zrozum to" oparte na refrenie kawałka WYP3 "Zabić ten hałas", "Jeden" (dobry storytelling) oraz "Idź tam dzieciak". Nie znaczy to jednak, że reszta numerów odbiega poziomem, czy jest słaba. O nie, nie, nie! Po prostu te najbardziej wpadły mi w ucho i najczęściej do nich wracam. A naprawdę jest do czego wracać…
A zatem słuchacze: zakładać buty, szalik, czapkę na głowę i pędem do sklepu po krążek Hurragun "HurRap". Drugiej takiej płyty z pewnością nie znajdziecie!
Janek Stanisławski
| Ocena: | ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
9,0 / 10 |










